• Wpisów:112
  • Średnio co: 19 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 21:20
  • Licznik odwiedzin:25 418 / 2247 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Jako iż nie było mnie tu prawie rok, znów wrócę do tematu, czy w ogóle warto cokolwiek pisać. Jedna część mnie krzyczy ,,po co ci to?! I tak nikogo to nie interesuje.", druga za to ma cichutką nadzieję, że pomoże to jakiejś zbłąkanej duszyczce znaleźć źródło swojego problemu. Tak więc robię na przekór i wysłucham tego słodkiego aniołka siedzącego mi na ramieniu. Do sedna. Tytuł postu może niewiele mówi, albo odwrotnie - mówi zbyt wiele. Ofiarą nazywamy zazwyczaj osobę nękaną przez kogoś: psychicznie, fizycznie, czy w jakikolwiek inny wymyślny sposób. Przyczyna cierpienia ofiary jednak jest niezależna od niej. A co się stanie, jeśli wróg tkwi w nas? Nie mam na myśli słów Hegela, odnoszących się do tego, że to co jest wrogie człowiekowi znajduje się w nim, a nie poza nim (metafora ludzkiego losu). Chodzi mi o taki mały element naszego człowieczeństwa. Coś, czego jedni nie mają wcale, a innym utrudnia funkcjonowanie. Pomocnik w odróżnianiu przysłowiowego dobra i zła, tyle że trochę po czasie. Myślę o poczuciu winy. Zapewne możecie wymienić kilkadziesiąt przykładów ze swojego życia, kiedy myśli miały postać czarnej chmury, a gromy biły w Ciebie z ponurym grzmotem ,, to Twoja wina...". Nie twierdzę, że nie jest to normalna reakcja. Takie wyładowania atmosfero-psychiczne są uzasadnione w niektórych przypadkach (czyt. zbicie ulubionego wazonu cioci Jadzi, zapomnienie o wpuszczeniu kota do domu przy -30○ C, itp.) Poczucie winy działa wtedy jako automatyczna kara i pokuta, niczym karteczka na lodówce, tyle że w mózgu, z napisem - ,,nie rób tego więcej!". Co się jednak dzieje, gdy tych karteczek jest za wiele? Nie ma miejsca na inne informacje, wszystkie prawdziwie pozytywne emocje spadają za lub pod lodówkę. Nie łudźmy się, że ma to miejsce w naszej świadomości. O nie. Urządzenie chłodzące ukryte jest głęboko w naszych nie-myślach.
Zastanówmy się nad motywami. Często, bardzo często spowodowane jest to tym, że kochamy za mocno. Uczucie może dotyczyć nie tylko partnera, ale także przyjaciół, rodziny. Obarczamy się winą za czyjeś nieszczęście, chociażby wyimaginowane. Doszukujemy się swoich pomyłek, aby zadać sobie ból, myśląc, że wybawi to innych. Można rzec, że jest to forma masochizmu. W baardzo obszernym tego słowa znaczeniu. Dociekanie swoich błędów ma czasem formę poznawania siebie samego. Wydarzenia te stają się dla osób zagubionych dowodem istnienia. Zrobiłem to, boli, więc jestem. Krzywdząca postawa, wręcz autoagresja, jednak zaskakująco popularna. Jakie jeszcze mogą być tego przyczyny? Na przykład zbyt surowe wychowanie. Dziecko dorastające w poczuciu winy ma małe szanse na wydostanie się z tej pułapki. Inną rzeczą jest brak miłości. Zarówno nadmiar jej jak i niedobór są destrukcyjne dla ludzkiej psychiki. Tego aspektu chyba nie muszę tłumaczyć...
Zdaję sobie sprawę, że z mojego wywodu nie da się wyciągnąć konkretnych wniosków. I wątpię, czy uda się to po dodaniu jeszcze kilku zdań. Zagadnieniem najbardziej interesującym jest sposób radzenia sobie z tą dolegliwością. Złoty lek chyba nie istnieje. Jednak najważniejsze w leczeniu choroby jest zdanie sobie z niej sprawy. I temu ma służyć ten post. Drugą rzeczą jest zmiana myślenia. Wielkie słowa. Tego nie można tak po prostu wyprać w najlepszym proszku wybielającym dostępnym na rynku i po wysuszeniu głowy stwierdzić, że świat jest czysty i piękny. Tak to nie działa. Warto zdać sobie sprawę, że człowiek nie jest panem losu. Życiem rządzą przypadki. Fakt, że stało się to i to nie zawsze jest relacją przyczynowo-skutkową. Oburzę tym zwolenników przeznaczenia, ale niektóre rzeczy dzieją się tylko po to, żeby się dziać. Dopatrywanie się winy w sobie jest zwyczajną stratą czasu i głupotą (wiem, jestem okrutna).Przyznam, że trudno się wychodzi ze schematu takiego myślenia. Z każdego schematu się trudno wychodzi. Jednak tym, którym się udało, świat wydaje się trochę lepszym miejscem. Co jeszcze możemy zrobić? Polecam wewnętrzny, długi dialog. Rozmowa jest najlepszym sposobem poznania siebie. I walką z ukrytym wrogiem. Oraz ofiarą.
 

 
,,Czuł wyraźnie bolesny ciężar uwierającego go w okolicy serca kamyczka.Taką bowiem postać przybrało niefrasobliwe, lekkie jak bańka mydlana ziarenko euforii.Śmiertelnie zranione, wypełnione po brzegi bolesnym jadem- skamieniało.''

Ida Fink ,,Zamknięty krąg''

Opowiadania Idy Fink, zebrane w tomiku ,,Wiosna 1941'' opowiadają o losach Żydów w czasie II wojny światowej. Jest to lektura, która całkowicie mnie pochłonęła. Urzekło mnie w tych krótkich opowiadaniach dosłownie wszystko. Wrażliwość, z jaką autorka oddała każdy szczegół, zakreśliła bogaty świat uczuć poszczególnych osób. Albo ich brak. Pozostawiła jednak możliwość na własną interpretację i chwilę zastanowienia. Moje słowa są tu zbędne. Odsyłam do książki.
 

 
Jakieś dziwne są te dni.Każdy jest inny, wnosi w życie coś nowego.Stoję w miejscu. Zwalczam swoje słabości,staram się być lepszym człowiekiem, ale... czegoś brakuje.Osiągam swoje cele, zdobywam coraz to wyższe szczyty, a nie czuję spełnienia. Gdzieś się zgubiłam.
Zastanawiałam się ostatnio nad rolą zaufania w relacjach międzyludzkich.W dzisiejszym świecie próbujemy nawiązać kontakt z całym społeczeństwem, przez co zatracamy bliższą więź z pojedynczymi osobami. Sprzedajemy informacje o sobie, kreując kogoś zupełnie obcego. Zapominamy o pojęciu przyjaźni, wiary, szacunku. Otwieramy się na wszystkich, jednocześnie zakopując w mrokach niepamięci własną osobowość. Dlaczego? Takie czasy- pada prosta odpowiedź. Właśnie. Takie czasy. Łatwa wymówka przed przyznaniem się samemu sobie, że nie wiem, kim jestem. Zawiłe, a okazuje się proste. Kim jestem?- zależy od ilości laików pod zdjęciem. Jaka jestem?- o tym mówią komentarze... Przykre. Zwierzęta potrafią sobie ufać, a ludzie? Żeby powiedzieć coś o sobie, trzeba mieć odwagę. Zaufać i uwierzyć, ale także poszukiwać.



Poruszyłam chyba za dużo tematów... Muszę oczywiście przyznać, chroniąc się przed hejtami, że od reguły są wyjątki i istnieją osoby ze wspaniałą osobowością.Życzę wszystkim czytającym ten wpis, aby na swojej drodze spotykali tylko takich ludzi

  • awatar NASZE SP LISZKOWO: Nie ma niestety jednej, ostatecznej odpowiedzi na Twoje tak istotne pytania, bo czasem brak autentyczności, odczuć, słów, gestów,... czasem brak dystansu do siebie, ludzi, spraw,... czasem różnica doświadczeń życiowych - niezależna od wieku czasem... hmm... czasem dużo tych czasem
  • awatar CzaryMary999: @locus: Dziękuję. Bardzo mnie cieszy fakt, że kogoś interesują moje ''bazgroły'' :)
  • awatar locus: Ciekawy blog. Pisz często :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Kolejna ucieczka w samotność już za mną. W samotność- ale nie w pustkę. Na świecie nie istnieje pustka. Często coś, co wydaje się być martwą materią, żyje swoim życiem, znajduje się w nieustannym ruchu i ma wielki wpływ na naszą egzystencję. Weźmy pod uwagę chociażby powietrze; nie widzimy go, nie czujemy zapachu, ciężaru, a jednak istnieje. Wypełnia wolną przestrzeń w atmosferze, sprawia, że możemy żyć na tej planecie.
I każdy z nas ma w sobie taką pustkę. Przez całe życie próbujemy ją wypełnić, znaleźć sens istnienia, miłość, sławę, pieniądze. Niektórzy przywiązują się do tej luki i bronią ją zapalczywie. Zamykają się w sobie, twierdzą, że nie mają po co dalej funkcjonować. Tym samym ich ,,pustka'' staje się nowym tworem. Wypełnia ją gorycz, obojętność, bezsilna złość. Nieświadomie budują coś nowego -twierdze pełną uczuć, tętniącą ruchem i migawkami myśli.
Według mnie, istnieje pewien specyficzny rodzaj pustki- nadzieja. Nazywam ją tak, bo nie potrafię znaleźć innego określenia. Nadzieja jest... niepewnością, silną wolą i słabością? Blaskiem promieni wschodzącego słońca i krwawą łuną zachodu? Każdy nazywa ją inaczej. Dla każdego jest czymś innym, np. ukrytymi pragnieniami. Jednak jej rolę możemy porównać do roli powietrza; bez niej człowiek by nie istniał...
Dla mnie jest po prostu pustką.



Przepraszam za chaotyczne wypowiedzi.To jest moje zdanie i mam świadomość tego, że wiele osób się ze mną nie zgadza.
 

 
Wszystko jest jakieś smutniejsze... Słońce nie daje ciepła, wiatr rozwiewa włosy. Nie można zatrzymać czasu, który nieubłaganie płynie, zabiera wspomnienia, pozbawia nadziei. Teraźniejszość uderza ze wszystkich stron, obdziera z wiary w ludzi. Nie pozwala marzyć.
 

 
Kończą się wakacje... Dni są coraz krótsze, noce chłodniejsze, las pachnie wczesną jesienią... Staram się wykorzystać każdą chwilę na rzeczy, które kocham, spędzać czas z osobami, na których mi zależy. Jest cudownie.

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Pada deszcz... Niebo zakryła żółtawa zasłona chmur. Siedzę zasłuchana w rytmiczne uderzenia kropli wody, czuję zapach burzy unoszący się w powietrzu... To jest piękne. Ile czasu musiało upłynąć, abym zrozumiała, że wszystko co nas otacza jest cudem? Ile narzekań, przekleństw musiałam wypowiedzieć, aby poznać, czym jest cisza i szczęście? Ile zdławionych łez osuszyć, aby ujrzeć, że niepowtarzalność i wyjątkowość człowieka ukryta jest w słabościach?

Zrozumienie drugiego człowieka. Na czym polega? Na zaakceptowaniu wad? Na poczuciu emocji, które towarzyszą przy spełnianiu jego pasji? Wczuciu się w sytuację? Próbie wspólnego rozwiązania problemu? Na obecności... Obecności pomimo czasu, wszelkich różnic i niepowodzeń. Spojrzenia własnymi oczami na duszę towarzysza. Niech nikt nie wymaga od nas, abyśmy próbowali kogoś naśladować, wczuć się w ,,rolę''. Bądźmy sobą, kochajmy sobą, myślmy sobą. Nie dajmy się ,,przeprogramować'', bo staniemy się maszynami. A świat potrzebuje ludzi.Ludzie potrzebują LUDZI.
 

 
Jak u was minęła noc ,,spadających gwiazd''? U mnie, przyznam, że zapowiadała się nieciekawie. Niebo po południu było zachmurzone, zbierało się na deszcz, jednak pod wieczór wiatr rozgonił chmury i było pięknie. Z moim sokolim wzrokiem wyhaczyłam tylko jedną perseidę, ale siedziałam uparcie z założeniem, że jedno spełnione życzenie mnie nie satysfakcjonuje Cóż, nie ubrałam okularów i nici z pokojem na świecie...

Interesujące, jak zjawiska ,,kosmiczne'' fascynują ludzi. Przyznam się szczerze, że nie znam się na tym i nie ciągnie mnie do tego. Dla mnie to zagadka,w tej chwili nie do odgadnięcia. Czytałam kilka książek, w których różne osoby różnie wypowiadały się na temat Wszechświata, inaczej tłumaczyły te same zjawiska. Trudno określić, kto z nich miał rację. Może nikt...

W książce pt. ,,K-PAX'' mamy do czynienia z mężczyzną, który uważa, że przybył z odległej planety. Posługuje się tamtejszym językiem, zna jej położenie w galaktyce, ze szczegółami opisuje florę i faunę.Cywilizacja na K-PAX jest o wiele bardziej rozwinięta niż na Ziemi. Mimo to nie używa się tam ubrań, nie ma nowoczesnych modeli samochodów, nie konstruuje się zabójczej broni. Dlaczego? Prot, główny bohater trylogii, twierdzi, że wszystkie takie wynalazki niszczą społeczeństwo, zamiast je budować. Trwa w idei, że człowiek współgra z naturą i że wszelkie działania nie powinny jej szkodzić. Poleca mieszkańcom Ziemi wyzbyć się uprzedzeń, znieść prawo, zadbać o przyrodę, inaczej w ciągu 10 lat zdarzy się coś, co odmieni losy naszej planety. Może szaleniec miał rację, może potrzebna jest zmiana?
 

 
Co by tu napisać... Nie mam zbytnio siły na długie posty, jeszcze się do końca nie obudziłam. Osiemnastkę mogę zaliczyć do udanych. Myślałam, że będzie sztywno, ale na szczęście zaproszenie dostała także moja znajoma. Jakoś wcześniej nie miałyśmy okazji lepiej się poznać, a okazało się, że to fajna dziewczyna. Tak to bywa. Znasz niby kogoś od 8 lat, a nie wiesz o nim tak na prawdę nic. Oceniamy siebie wzajemnie, często bardzo mylnie. Boimy się wyciągnąć rękę, zagadać, słuchać. Dlaczego? Boimy się odtrącenia, rozczarowania, czy raczej lękamy się powiedzieć czegoś więcej o sobie? Chyba wszystkiego po trochu.

Mój mózg musi troszeczkę odpocząć po tylu godzinach słuchania disco polo. Wrzucam takie punkowo-rockowe klimaty
 

 
Wczorajszy dzień- kwintesencja intensywności. Od samego rana na sportowo. Rowerkiem dojechałam na halę, która okazała się zamknięta, więc biegusiem na korty. Przez pół wiochy musiałam tachać siatkę i słupki, a kiedy już to zrobiłam, mogłam z radością zająć się grą w tenisa. Na dworze. W trzydziestu stopniach. W samo południe. Półtora godzinki gry, słupki, siatka, rowerek i upadek z satysfakcją na twarz. Na tym jeszcze nie koniec. Po południu, po tym, jak zajęłam się koniem, miałam kolejnego gościa. Do wieczora. Potem grałam w badmintona z bratanicą-nie mogłam odmówić sobie tej przyjemności... A kiedy się ściemniło... Hurra!!! Mycie samochodu. Nie żeby coś, bardzo lubię to robić, ale wtedy, kiedy wiem, czy szczotką czyszczę samochód, czy psa. Po wykonaniu tej czynności, cała mokra, wróciłam do domu. Uświadomiłam sobie wtedy, że przez cały dzień zjadłam tylko owsiankę, a na obiad dwie łyżki rosołu. Łał, jednak jak chcę, to mogą powstrzymać się od obżarstwa

Nie wiem, czy już Wam to wstawiłam, ale tak czy siak, warte posłuchania kolejny raz
 

 
Zostałam wysłuchana tam na górze i dzisiaj znowu jest cudownie. Smaży jak na patelni w hadesie, ale ja to lubię. Przynajmniej nie musiałam włosów suszyć ^^ Ptaszki ćwierkają, powiewa lekki wietrzyk, zwierzątka się uśmiechają- po prostu żyć, nie umierać! No i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że zostałam wystawiona (co zresztą coraz częściej mi się zdarza). Umówiłam się, wyszykowałam i 5 minut przed spotkaniem dostałam wiadomość, że jednak plany się zmieniły i jedzie czynić zakupy na imprezę -,- Delikatnie powiedziawszy, wstrząsnęło to mną. Dla mnie niedopuszczalne jest się spóźnić, nie mówiąc o takich cyrkach. Przykre jest, że coraz więcej osób nie myśli nawet przepraszać. Dziś też tego słowa nie usłyszałam. Nie mam sił i ochoty uczyć kultury tych gburów. Jedynym wyjściem jest się zdystansować i nie przechwycić takich ''manier''...
 

 
Bądźcie wyrozumiali, ale piszę ten post trzeci raz. Najpierw zresetował mi się komputer, a teraz strona. I jak tu się nie denerwować? Pogoda się zepsuła, zerwał się wiatr i potworna ulewa. Musiałam przez to skrócić mój niedzielny spacer. Dobrze, że w porę uciekłam z lasu, inaczej z pewnością przydarzyłaby się mi jakaś przygoda w stylu: gałąź na karku. Teraz bezpiecznie siedzę sobie w domku i nie mogę się skupić. Ta zmienna aura widocznie źle na mnie wpływa. Chcę poczytać książkę, ale wodzę tylko wzrokiem po kartce nie rozumiejąc przeczytanych słów. To samo dzieje się (albo właściwie NIE DZIEJE) z chemią. Zadania w spokoju leżą na biurku. Później, jak zawsze, będę zmuszona robić wszystko na ostatnią chwilę. Jednak nie ma tego złego... Dla zabicia czasu brzdąkam sobie na gitarce i muszę przyznać, że jestem chyba na dobrej drodze Powiedzmy, że połowa dźwięków wydobywających się z instrumentu nie przyprawia już domowników o konwulsje. Gorzej ze zwierzętami, no ale cóż... ktoś musi cierpieć, żeby inny był szczęśliwy. A ja jestem szczęśliwa ^^ Mam nadzieję, że pieski z czasem przyzwyczają się do skutków mojego braku słuchu muzycznego.Teraz lecę, bo porządnie zgłodniałam, pisząc to trzy razy. Będę złośliwa i wstawię wam zdjęcia mojego wakacyjnego jedzonka > Powodzenia wszystkim osobom na dietach, to nie dla mnie




 

 
Czy znacie to uczucie, kiedy przeczytacie książkę i macie niedosyt, chcecie więcej i więcej? Cóż, chyba każdy książkowy mol tak ma.... Ostatnio zmierzyłam się z ,,Wiedźminem" Sapkowskiego. Całą ,,Sagę wiedźmińską'' i ,,Sezon burz" pochłonęłam jednym tchem. Nadszedł czas na krótką recenzję. Otóż, biorąc książkę do ręki, spodziewałam się porywającej akcji, humoru, dreszczyku emocji. Po pierwszym rozdziale odłożyłam ją na półkę. Wstrząsnął mną brutalizm i bezpośredniość narratora. Jednak, z racji tego, że zawsze kończę to co zaczynam, przemogłam się i utonęłam w świecie bobołaków, strzyg i driad. Z każdą kolejną stroną bardziej wczuwałam się w rolę, coraz mocniej przeżywałam przygody Geralta z Rivii. Nagle zostałam oczarowana (chyba ktoś nieprzychylny rzucił na mnie klątwę ) i nie było mowy o przerwie w lekturze. Każdy tom kończył się zagadką, którą trzeba jak najszybciej rozwiązać. Uwielbiam to . Saga wywołała we mnie chyba wszystkie możliwe emocje. Ukłon w stronę autora. Wielki szacunek. Zastanawiała się, ile pracy i i le czasu p. Andrzej włożył w przygotowanie planu, szkieletu powieści. W niej nic nie wydarzyło się przypadkowo, wszystko miało jakiś cel i rolę do odegrania. Po prostu cudo. mam wątpliwości, czy teraz jakaś inna książka będzie w stanie mnie tak zaciekawić i wciągnąć, ale ,,coś się kończy, coś się zaczyna''...
  • awatar Starlight: Ja tak mam z Nesbo.. zostały mi 4 książki do końca :(
  • awatar Marynka: @słodko-słona: Wiem o czym mówisz ;) Tym bardziej, że pomimo ,,lekkiej'' konstrukcji powieści, zawarte wątki zmuszają do rozmyślań.
  • awatar słodko-słona: ja szczerze mówiąc czytałam tylko 3 część wiedźmina i muszę to nadrobić jak najszybciej, tym bardziej, że jak piszesz, wciąga. uwielbiam czytać takie megawciągające książki, ale jednocześnie budzą one we mnie dość dziwne uczucia. taki... hmm kac poksiążkowy chyba to się powinno nazywać :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›